Produkt nie jest w tej chwili dostępny.
Aby uzyskać informację o dostępności wypełnij formularz poniżej

„Ależ masz kolekcję blizn! Nigdy nie zapominaj, komu zawdzięczasz te najważniejsze, i bądź za nie wdzięczny: nasze blizny mają moc przypominania nam, że przeszłość wydarzyła się naprawdę.
Żyjemy w barbarzyńskiej epoce: ani dzikiej, ani mądrej; jej przekleństwem jest tyrania półśrodków.
W racjonalnym społeczeństwie albo by mnie zabili, albo znaleźli dla mnie jakieś zastosowanie.”
Hannibal Lecter
Przemoc pozostawia ślad na długo po tym, gdy sam akt dobiegnie końca. Nawet kiedy z zewnątrz wszystko wydaje się należeć już do przeszłości, jej skutki wciąż mogą działać głęboko w człowieku. Z czasem stają się częścią jego historii, zmieniając stosunek do własnego ciała i sposób, w jaki otwiera się przed innymi.
Łacińskie słowo vulnus oznacza ranę, lecz jego znaczenie wykracza poza fizyczne uszkodzenie ciała. Cięcie, uraz, zadana rana mogą wyznaczać również moment, w którym doświadczenie krzywdy prowadzi do poznania samego siebie poprzez ból, ale także poprzez rodzące się z niego pragnienie odrodzenia.
Punktem wyjścia VULNUS jest przemoc seksualna – jedno z najbardziej radykalnych naruszeń cielesnej integralności. Refleksja stojąca za zapachem sięga jednak dalej, obejmując różne formy agresji, z jakimi mierzy się dziś człowiek. Przemoc może uderzać bezpośrednio w ciało, ale może też godzić w dobre imię, reputację i godność. Wtedy bronią staje się język: precyzyjny, dotkliwy, zdolny zniszczyć obraz człowieka w oczach innych.
Przemoc słowna i psychiczna nie pozostawia siniaków, a mimo to jej ślady potrafią być równie trwałe. Cudzy osąd przenika do świadomości, podważa poczucie własnej wartości i zmienia sposób budowania relacji. Świat ekranów tylko zwiększył zasięg tak zadawanych ciosów. Dystans osłabia poczucie odpowiedzialności, anonimowość ośmiela do okrucieństwa, a natychmiastowość komunikacji sprawia, że obelga może w jednej chwili wedrzeć się w najbardziej osobistą sferę życia.
Można zranić ciało, ale można też zranić słowem, odebrać komuś dobre imię i zachwiać jego zaufaniem do innych oraz do samego siebie. Niezależnie od tego, czy agresja jest fizyczna, słowna, psychiczna czy cyfrowa, za każdym razem narusza granice człowieka i jego poczucie bezpieczeństwa we własnym ciele i własnej tożsamości. Doznana krzywda pozostaje w nim niczym ślad ugryzienia; nawet po latach może wpływać na sposób, w jaki patrzy na siebie i odnajduje swoje miejsce w świecie.
Widoczna blizna zapisuje się na skórze, niewidoczna – w osobistej historii. Siniak blednie, twarz odzyskuje dawny wygląd, życie wraca do codziennego rytmu. Głębsza rana może jednak nadal wpływać na sposób myślenia i postrzegania siebie. Słowa wypowiedziane po to, by zranić, potrafią pozostać w pamięci na długo. Nawet gdy przemoc ustaje, jej echo wciąż może podsycać niepewność, skłaniać do nieustannej czujności i budzić lęk przed ponownym wystawieniem się na cudzy osąd.
W tym miejscu pojawia się zapach. Węch należy do najbardziej pierwotnych zmysłów i ma niezwykłą zdolność docierania wprost do pamięci. Zanim doświadczenie zostanie nazwane i racjonalnie uporządkowane, zapach potrafi przywołać obrazy i emocje ukryte głęboko poza świadomością, otwierając na nowo miejsca, które pamięć pozostawiła w półmroku.
VULNUS jest właśnie taką olfaktoryczną odpowiedzią na ranę, jest próbą powrotu do samego siebie. To, co zostało doznane, nie znika, lecz może zostać przeobrażone: ślad krzywdy staje się wiedzą o sobie, a odzyskane ciało ponownie należy do tego, kto w nim żyje.
W centrum artystycznej koncepcji VULNUS znajduje się przemiana traumy poprzez zapach. Rana zostaje pozbawiona widowiskowości, dosłowności i estetyzowania cierpienia. Pozostają jej prawda, godność i symboliczna siła.
VULNUS mówi o pięknie, które może narodzić się z przetrwania. Nie zaprzecza ranie ani nie próbuje jej wymazać. Przyjmuje ją jako część własnej historii i pozwala przejść przez nią dalej. Blizna nabiera niemal heraldycznego znaczenia: staje się znakiem tego, co zostało przeżyte. Ból przestaje być jedynie pozostałością po krzywdzie i znajduje własny język. Perfumy stają się gestem ponownego scalenia tożsamości: odzyskania własnego ciała, odbudowania jego granic i przywrócenia sobie prawa do decydowania o sobie.
VULNUS to zapach poświęcony ranie i jej przemianie. Powstaje tam, gdzie doświadczenie przemocy zapisuje się na trwałe w osobistej historii, przenika do psychiki i sprawia, że to, co najbardziej intymne, zostaje wystawione na spojrzenie i osąd innych.
Uznanie własnego bólu pozwala stopniowo uwolnić ranę od wstydu i przywrócić ciału należną mu godność. Nie chodzi o zapomnienie, lecz o przemianę: krzywdy w język, traumy w część wewnętrznej siły, pamięci w świadectwo własnego istnienia.
VULNUS jest blizną przemienioną w perfumy.
To ciało, które odzyskuje własne granice.
To imię, które po doznanej krzywdzie uczy się na nowo mówić własnym głosem.
Rana staje się szczeliną, przez którą ponownie przedostaje się światło. Nie jest to już jednak światło sprzed traumy, lecz takie, które przeszło przez jej doświadczenie i powraca na zewnątrz jako piękno, którego nikt nie ma prawa odebrać.
VULNUS
Miałem ciało,
zanim noc przyniosła deszcz.
Było domem z ciała
o rozświetlonych oknach,
małą świątynią,
w której dusza opierała czoło
o skórę.
Potem ktoś wtargnął
w moją najświętszą ciemność
i przełamał chleb mojego światła.
Przyszli też ci,
którzy rzucają kamienie
niewidzialnymi dłońmi,
z osądami zrodzonymi w ciemności,
z nienawiścią tych, którzy ranią z oddali,
pozostawiając innym
ciężar krwi.
Siniaki bladły
łagodnie, wraz z kolorem.
Ślady ugryzień znikały ze skóry
powoli,
jak odchodzą najedzone bestie.
Od tamtej pory
wiem, że ciało
może stać się obcym pokojem,
łóżkiem pełnym gwoździ,
różą ściętą mrozem
o niewłaściwej porze.
Wiem,
że słowo może nabić siniak,
zdanie pozostawić bliznę,
a szyderstwo kąsać
jeszcze długo potem.
A jednak pozostała we mnie
nawa pogrążona w cieniu,
ukryta w zranionym kościele.
Skóra poznaje cierpienie
wcześniej niż usta,
wcześniej niż myśl,
wcześniej niż przebaczenie.
Zna zapach strachu —
to zimne żelazo,
które przenika do umysłu
i pozostaje w nim
jak chory król na tronie.
Zna truciznę głosu,
cios zadany zdaniem,
ostrze cudzego śmiechu,
ukąszenie anonimowej ręki,
która rzuca błotem
i własny głód
nazywa prawdą.
Niosłem ciszę
na ramionach
jak czarny płaszcz.
Ludzie patrzyli mi w twarz
i mówili:
jesteś bezpieczny.
Ale ocalenie
czasem
jest tylko zamkniętymi drzwiami,
za którymi pokój
wciąż płonie.
A potem pojawiły się perfumy.
Przyszły cicho,
jak przychodzi łaska
po zniszczeniu.
Wniknęły w ranę
dłońmi z powietrza,
krwią ze światła,
z mroczną cierpliwością.
Powiedziały:
twoja skóra należy do ciebie.
Powiedziały:
twoja dusza wciąż ma
imię.
I wtedy powstałem
odziany w żelazo,
dym,
skórę,
popiół,
spaloną różę
i gorzką żywicę,
która niesie ukojenie tylko tym,
którzy przeszli przez ogień.
Powstałem
z czarnym atramentem słów,
którymi mnie raniono,
przemienionym w pieczęć
na mojej skórze.
Powstałem
z kamieniami, które zbierałem
jeden po drugim,
aż przetopiłem je
w koronę.
Vulnus.
Tak nazwałem
moją ranę,
kiedy przestała być wstydem
i stała się siłą.
Tak nazwałem
moje imię,
kiedy wydobyło się z błota
i odzyskało blask.
Tak nazwałem
moje ciało,
kiedy znów zajęło należne mu miejsce
i odzyskało swoją siłę.
Tak nazwałem
piękno
zrodzone z mojej otchłani:
płynny pancerz,
nieposkromione światło,
perfumy
powstające z popiołów
i mówiące światu:
Należę do siebie.
Wciąż należę do siebie.
Straciłem krew,
ale odnalazłem złoto.
Poznałem cień,
lecz teraz to ja panuję
nad swoją nocą.
NUTY GŁOWY: crème brûlée, likier jajeczny VOV
NUTY SERCA: jaśmin, palony karmel
NUTY BAZY: akord utlenionego żelaza, czarna wanilia, skóra